„Chronione częstotliwości” to wystawa, która nie potrzebuje wielu obiektów, by przyciągnąć uwagę. Ewa Kulesza, artystka wizualna znana z pracy na styku rzeźby i fotografii, prezentuje w Galerii Czas Kobiet pojedynczą instalację, która uruchamia pamięć, zmysły i wyobraźnię. Ekspozycja jest czynna do 20 września, a kuratorką projektu jest Karolina Pikosz.
Instalacja jak piaskownica i monolit
Centralnym punktem wystawy jest obiekt przywołujący formę piaskownicy i jednocześnie monolitu. Artystka planowała pierwotnie konstrukcję z porcelany, jednak przeszkody techniczne skierowały ją w stronę materiałów i procesów, z którymi pracuje od lat – przede wszystkim emulsji światłoczułej. Wnętrze obiektu nasycone jest skojarzeniami z dzieciństwem: miejscem pierwszych, głębokich zapisów o świecie i o bezpieczeństwie. Te zapisy, choć ukryte, mają wpływ na dorosłe życie – tak jak niedostępne dla nas „chronione częstotliwości”, czyli wybrane pasma radiowe zastrzeżone dla określonych służb.

Powierzchnia instalacji wygląda jak zastygła lawa: kusi, by w nią wejść, zanurzyć dłoń, ale pozostaje nieprzenikniona. Nieregularne dno z drobnymi wzniesieniami tworzy wrażenie ruchu, który został nagle zatrzymany. Podczas oglądania pojawia się wrażenie, jakbyśmy zaglądali w głąb studni – widzimy refleksy i odbicia, ale to, co kryją, pozostaje poza naszym zasięgiem.
Emulsja, która ciągle rejestruje świat
Kluczowym elementem pracy jest emulsja światłoczuła pozostająca w „otwartym procesie”. Pokrywa ona obiekt i okna galerii, przez co cała przestrzeń ekspozycyjna działa jak filtr. Emulsja reaguje na światło i czas: od bieli przechodzi w odcienie szarości, a w ograniczonych warunkach wentylacyjnych potrafi wydobywać inne barwy – także czerwień. W pierwszych dniach wystawy silne światło dzienne odcisnęło na warstwie trwałe ślady, co artystka uznaje za wyjątkowe, bo zwykle zmiany pozostają bardziej subtelne i rozmyte. W miarę upływu czasu emulsja będzie dalej ciemnieć, przechodząc w ton szarofioletowy. Mimo tych przemian procesu nie można „domknąć” – zapis trwa i nie jest w pełni dostępny do odczytania.
W pracy pojawia się także wątek pamięci i jej niepewności. Emulsja i popiół – materiały, które mogą nosić w sobie ślady, lecz nie ujawniają ich wprost – stają się metaforą tego, czego nie pamiętamy lub do czego nie potrafimy wrócić. To również echo osobistego doświadczenia artystki: przed laty otrzymała płytkę pokrytą emulsją, niewywołaną i nieutrwaloną, która przez lata cicho reagowała na światło, tworząc nieczytelny, ale realny zapis.
Proces tworzenia, który prowadzi
Powstawanie instalacji zajęło dwa intensywne miesiące i, jak podkreśla artystka, było „tworzeniem i prowadzeniem” – działaniem, w którym praca stopniowo się odsłania. Forma obiektu powstała dosłownie przez dotyk. W lepieniu pomagały artystce dwie młode współtwórczynie: 5-letnia Helena i 8-letnia Kornelia. W fakturze i detalach można odnaleźć odciski palców – ślady konkretnych gestów, ale też symboliczne nakładanie się historii osób, które przyglądają się instalacji i wchodzą z nią w dialog.
W tym projekcie ważny jest fizyczny kontakt i bliskość materii, choć sama powierzchnia pozostaje nie do pokonania. Widzowie krążą wokół formy, zaglądają do środka, szukają punktu zaczepienia. To doświadczenie bywa intensywne – jedni dostrzegają w materialności pracy plastelinę kojarzącą się z dziecięcą zabawą i mieszaniem kolorów, inni widzą ślady malarskiego procesu, zastygłe farby i przypadek, który porządkuje pamięć w nieoczywisty sposób.
Odbiór: wspomnienia i indywidualne interpretacje
Podczas wernisażu – jak relacjonuje artystka – między osobami poruszającymi się wokół instalacji pojawiło się niewidzialne porozumienie. Wiele z nich opowiadało o własnych wspomnieniach z dzieciństwa. Kulesza podkreśla, że w jej pracy zawsze jest miejsce na indywidualny odczyt; nie chodzi o jedną narzuconą interpretację, ale o przestrzeń, w której każdy może sprawdzić, co w nim rezonuje, a co nie.
Takie podejście do twórczości jest efektem zmiany, jaka przyszła po studiach. Wcześniej artystka planowała projekty od A do Z, z jasno określonym celem. Z czasem otworzyła się na proces: inicjuje pracę, a potem pozwala jej się prowadzić, obserwując, co się odsłania. To, co pozornie przypadkowe, bywa tu znaczące – zarówno w samym materiale, jak i w reakcjach widzów.
Pamięć między ulotnością a zakorzenieniem
W twórczości Kuleszy często powraca temat pamięci – kruchy i cenny. Artystka przyznaje, że od zawsze towarzyszy jej lęk przed utratą pamięci o ludziach, miejscach i chwilach. Jednocześnie interesują ją mikrozdarzenia, te niewielkie, czasem niezauważalne momenty, które rozpływają się w czasie. Odnosi się przy tym do literackiej intuicji Winfrieda Georga Sebalda, który pisał o pustoszeniu świata przez czas – o konieczności robienia miejsca dla tego, co nadchodzi. W tym napięciu między ulotnością a zakorzenieniem „Chronione częstotliwości” stawiają widza w roli kogoś, kto nasłuchuje własnej pamięci, nawet jeśli nie może jej w pełni odczytać.
Praktyczne informacje dla odwiedzających
Wystawa jest dostępna w Galerii Czas Kobiet, a za kuratorstwo odpowiada Karolina Pikosz. Ekspozycję można oglądać do 20 września. To propozycja dla tych, którzy lubią prace o silnym ładunku emocjonalnym i otwartym znaczeniu – jedną instalację, która zmienia się w czasie i wciąga w grę z własnymi wspomnieniami.
| Informacja | Szczegóły |
|---|---|
| Tytuł wystawy | „Chronione częstotliwości” |
| Artystka | Ewa Kulesza |
| Kuratorka | Karolina Pikosz |
| Miejsce | Galeria Czas Kobiet (Poznań) |
| Termin | Wystawa czynna do 20.09 |
| Charakter ekspozycji | Jedna instalacja w procesie, reagująca na światło (emulsja światłoczuła) |
„Chronione częstotliwości” to zaproszenie do osobistego spotkania z materią pamięci. Nawet jeśli nie da się jej w pełni „wywołać”, ślady pozostają – w emulsji, w fakturze, w nas samych.
Źródło: poznan.pl/



