„Podręcznik lizania ran” – drugi tomik Zu Witkowskiej wydany przez Wojewódzką Bibliotekę Publiczną i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu – to poezja, która nie gładzi po głowie. Autorka prowadzi przez serię obrazów celowo rozedrganych, urywanych i powracających jak natrętne wspomnienia. Lektura nie jest oczywista przy pierwszym podejściu i właśnie w tym tkwi jej siła: trzeba przebiec przez cały tekst, często potykając się o sensy, by zauważyć, jak składają się w większą całość.
Ramę interpretacyjną przynosi już tytuł. Lizać rany – jak przypomina definicja znana z Wikipedii – to naturalny odruch, który paradoksalnie potrafi zaszkodzić: uszkadza tkanki, zwiększa ryzyko zakażeń. Ten intuicyjny gest zestawiony z logiką „co należałoby robić” staje się osią tomiku. Witkowska konsekwentnie pokazuje rozdźwięk między impulsem a chłodnym rozumem, między natychmiastowym ukojeniem a długofalową konsekwencją.

Od Leśmiana po „produkcję kadru”: jak zbudowana jest książka
Książka otwiera się cytatem spinającym puentę „Dziewczyny” Bolesława Leśmiana. To nieprzypadkowy wybór – wskazuje tropy, którymi czytelnik porusza się dalej: domysły, wysiłek, rozczarowanie oraz pustka po daremnym poszukiwaniu. Pierwszy wiersz – zarazem pierwsza z trzech części tomu – przyciąga uwagę specyficzną, wręcz złowrogą stroną bierną, jakby sprawczość została zawieszona, a rzeczy „działy się” nad i poza podmiotem.
Druga część, nazwana „Opium”, wyróżnia się układem graficznym. Na lewej stronie znajdują się tytułowane utwory, na prawej – u dołu – krótsze fragmenty złożone jak proza, pozbawione tytułów. Spis treści traktuje oba segmenty jako pełnoprawne wiersze, jednak czytelniczo pracują one jak dyptyki: z lewej mamy wydarzenie i emocję, z prawej – notatnik realizatora, „bebechy produkcji”. Pojawiają się słowa i obrazy kojarzone z planem filmowym czy fotograficznym: ustawianie scenografii, troska o kadr, światło, punkt widzenia. Napięcie między sceną a zapleczem powraca regularnie, budując cykl o nieustannym rozdrapywaniu ran i pracowitym, wręcz technicznym wytwarzaniu nowego „strupa”, który ma chronić to, co pod spodem pozostaje wrażliwe.
W tej partii tomu mocno wybrzmiewa odurzenie polowaniem na konkret: kształt, ślad, strukturę. Witkowska zestawia język pomiarów i klasyfikacji – jak spod mikroskopu – z rozedrganiem „ja”, które traci spójność. Pragnienie uchwycenia detalu bywa tu kontrą wobec chaosu, ale też może stać się mechanizmem obronnym, rytuałem pozwalającym utrzymać ruch wtedy, gdy sens wymyka się spod nóg.
„Minotaur” i uczucie utknięcia: gdy sprawczość wyparowuje
Trzecia część, „Minotaur”, przynosi zmianę tonu. Pojawia się uczucie wypalenia i porażki, jakby chęć tworzenia zdążyła się zużyć. Figura mitycznego potwora zamkniętego w labiryncie działa tu jak metafora podmiotu, który „jest”, ale już niewiele „może”. Czasowniki częściej oznaczają stan niż działanie; język spłaszcza się do konstytucji trwania. To nie kapitulacja, raczej chłodny zapis bycia w pułapce, gdzie ruch – jeśli w ogóle – polega na włóczeniu się po własnym terytorium uczuć i wspomnień, w nadziei że trafi się na brzeg, krawędź, pęknięcie.
Witkowska świadomie wykorzystuje powtórzenia. Frazy odbijają się echem, multiplikują obrazy. Ten „nadmiar” nie jest ozdobą – to imitacja pracy pamięci po odrzuceniu: w głowie mieli się to samo, dopowiada szczegóły, szuka sygnałów, które niby miały nadejść, a przecież już minęły. W finałowym wierszu to działanie dochodzi do skrajności: fragment „i dalej plaża laguna dalej” powtarza się wielokrotnie bez puenty. Obiecany na początku archipelag wraca w postaci niepokojącej mantry, jakby spełnienie przyjęło formę koszmaru.
Między bólem a ochroną: co zostaje po lekturze
„Podręcznik lizania ran” nie podsuwa szybkich rozwiązań. Jeśli proponuje cokolwiek, to uważność wobec mechanizmów, które mają nas rzekomo ratować. Lizać ranę – uśmierza ból, ale przedłuża go pod inną postacią. W tym sensie tytułowy „podręcznik” jest przewrotny: nie daje instrukcji, raczej obnaża nawyki i pokazuje ich koszt.
Tom zamyka osobliwa dedykacja: „Dla wszystkich zghostowanych”. To wątek-klucz. Nie chodzi wyłącznie o odmowę odpowiedzi czy relacji, ale o odmowę „kogoś” – jak modlitwy, którą porzuca się po użyciu. Na końcu zostaje pytanie, czy w ogóle jeszcze istniejemy w formie, którą tyle razy próbowaliśmy nazwać i utrwalić. I nikt nie sprawdza tego za nas.
Dla kogo jest ta książka
Dla czytelników, którzy lubią, gdy poezja stawia opór i rozchyla sensy warstwa po warstwie. Dla tych, którzy nie boją się, że metafora nie złoży się od razu. I dla osób, które rozpoznają w sobie nawracający gest „pielęgnacji” bólu – po to, by wreszcie zobaczyć, co ona z nami robi.
Wydanie przygotowało WBPiCAK w Poznaniu, a autorką krytycznego omówienia jest Joanna Żabnicka. Całość układa się w spójny komentarz do doświadczenia odrzucenia i prób samoukojenia, które bywają bardziej ryzykowne, niż chcielibyśmy przyznać.
Zu Witkowska, „Podręcznik lizania ran”Wydawca: WBPiCAK w PoznaniuRecenzja: Joanna Żabnicka© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026
Źródło: poznan.pl/



