Świadkowie Poznańskiego Czerwca: wspomnienia tych, którzy wyszli na ulice w 1956 roku w Poznaniu

Świadkowie Poznańskiego Czerwca: wspomnienia tych, którzy wyszli na ulice w 1956 roku w Poznaniu

Publikacja: 30.06.2026, 00:00

Wczesnym rankiem 28 czerwca 1956 roku pracownicy Zakładów Przemysłu Metalowego im. Józefa Stalina — dziś H. Cegielskiego — wyszli z hal produkcyjnych i ruszyli w kierunku centrum Poznania. To, co zaczęło się jako protest o płace i warunki pracy, szybko przekształciło się w jedno z najważniejszych wydarzeń w powojennej historii Polski: Poznański Czerwiec. Ze wspomnień bezpośrednich uczestników wyłania się obraz miasta, w którym codzienne trudności i rosnące napięcia doprowadziły do masowego buntu.

Przyczyny wybuchu i pierwsze godziny protestu

Lata pięćdziesiąte to dla wielu rodzin czas wzrastającego rozczarowania. Podnoszone normy produkcyjne, rosnące koszty życia oraz niedostateczne wynagrodzenia i braki w zaopatrzeniu sprawiały, że presja narastała. W Zakładach im. Józefa Stalina, gdzie pracował między innymi Kazimierz Grześkowiak, rozmowy z przedstawicielami rządu w Warszawie zakończyły się fiaskiem. Gdy robotnicy dowiedzieli się, że ich postulaty nie zostały uwzględnione, rankiem 28 czerwca opuścili zakład i dołączyli do demonstracji.

Początkowo marsz miał charakter pokojowy. Ludzie szli, trzymając transparenty, chcąc zwrócić uwagę władz oraz uczestników Międzynarodowych Targów Poznańskich. Z czasem jednak do protestu dołączały kolejne grupy pracowników z różnych zakładów, a liczba demonstrantów szybko wzrosła — według relacji świadków w krótkim czasie na ulicach mogło znaleźć się nawet około 100 tysięcy osób.

Przemiany tłumu: od pokojowego marszu do starć

Z relacji Kazimierza Grześkowiaka wynika, że przełomowym momentem były pierwsze wystrzały. Według niego dźwięk broni był rozpoznawalny — nie były to ślepe naboje — i wówczas nastroje w tłumie diametralnie się zmieniły. Wspomina także scenę pobicia funkcjonariusza Urzędu Bezpieczeństwa na peronie, co odzwierciedlało rosnącą wściekłość wobec służb i systemu.

Na ulicach zaczęły pojawiać się barykady — jedną z nich budowano w okolicach Zamku Cesarskiego. Edmund Olejniczak, jeden z robotników, wspomina, że ukrywał się później w hotelu robotniczym na Starołęce i dzielił z innymi jedzenie, bo sklepy były zamknięte. Jego żona przez długi czas nie wiedziała o jego udziale w demonstracjach; rodzinę chroniła przed możliwymi reperkusjami jego decyzja o milczeniu.

Moment konfrontacji i osobiste straty

W relacji Andrzeja Mazurowicza, który miał wówczas 20 lat, widoczna jest eskalacja przemocy. Po wtargnięciu demonstrantów do budynków administracyjnych i zawieszeniu transparentów nad wejściami, celem stały się także gmachy służb i więzienia. W pewnym momencie na ulice wkroczyły czołgi przywiezione m.in. z poligonu w Biedrusku. Jak opowiada pan Andrzej, jedna z załóg odmówiła strzelania do ludzi — co jednak nie uchroniło demonstrantów przed ostrzałem prowadzącym do licznych ran i ofiar śmiertelnych.

Andrzej wspomina, że sam oddał kilka strzałów, a później został trafiony — blizna na jego ciele pozostała do dziś. Nie zgłosił się do szpitala z obawy przed zatrzymaniem; opatrzył ranę samodzielnie i ukrywał swoją przeszłość przez wiele lat. Opisy transportów rannych i ciał w pobliżu szpitala oraz wspomnienia rodzin — jak wezwania służb bezpieczeństwa do domu Olejniczaków kilka lat później — pokazują, że konsekwencje protestu toczyły się długo po 28 czerwca.

Ślady wydarzeń poza Poznaniem i reakcje społeczne

Echo Poznańskiego Czerwca dotarło daleko poza granice miasta, a nawet kraju. Informacje rozchodziły się dzięki zagranicznym rozgłośniom radiowym, takim jak Radio Wolna Europa czy Radio Londyn. Młody wówczas Stanisław Łukasiewicz, słuchający audycji we Lwowie, pamięta podniosłą atmosferę i nadzieję, że bunt w Poznaniu może zainspirować podobne działania gdzie indziej. Jednak reakcje władz były surowe: osoby, które przekazywały lub rozpowszechniały wieści o wydarzeniach, narażały się na konsekwencje — przykład Stanisława, który otrzymał „wilczy bilet” i musiał znaleźć nową szkołę, pokazuje, że reperkusje dotykały także młodzież.

Pamięć, która przetrwała dekady

Dla wielu uczestników Poznański Czerwiec nie był odcinającym się epizodem, lecz doświadczeniem, które kształtowało ich życie przez kolejne dekady. Strach przed represjami sprawiał, że wielokrotnie ukrywali swoje zaangażowanie nawet przed bliskimi. Jednak z biegiem lat ich opowieści stały się cennym świadectwem — nie tylko jako kronika zdarzeń, lecz także jako dowód walki o godne warunki życia i podstawowe prawa obywatelskie.

Jak mówią świadkowie: główną motywacją była wiara, że „tak dalej żyć się nie da”. Dziś, siedemdziesiąt lat po wydarzeniach, ich relacje przypominają o tym, że protesty z czerwca 1956 roku to nie tylko walka o chleb, ale także o godność i wolność.

Co to znaczy dla dzisiejszych poznaniaków?

Wspomnienia uczestników Poznańskiego Czerwca uczą kilku rzeczy ważnych dla mieszkańców miasta dziś: po pierwsze, że protesty i aktywność obywatelska mogą mieć dalekosiężne polityczne i społeczne skutki; po drugie, że koszty takich działań bywają ogromne dla uczestników i ich rodzin; po trzecie, że pamięć o tamtych wydarzeniach jest elementem tożsamości Poznania.

Dla młodszych czytelników historie te warto traktować nie tylko jako materiał historyczny, lecz jako przypomnienie o znaczeniu praw obywatelskich i odpowiedzialności za społeczne warunki życia. Głos tych, którzy przeszli przez tamten bunt, pozostaje ważnym elementem lokalnej pamięci i powodem do refleksji nad rolą jednostki w obliczu niesprawiedliwości.

Źródło: poznan.pl/

Ostatni świadkowie Poznańskiego Czerwca