W natłoku premier łatwo przegapić płyty, które nie mają wielkiego marketingu, ale zostają z nami na długo. Oto cztery tytuły, które łączą kaszubskie melodie i jazzową tradycję z Warszawy i Nowego Jorku – propozycje idealne na letnie słuchanie w Poznaniu i nie tylko.
Improwizowany portret Witkacego: Leszek Kułakowski „Chlusty”
Leszek Kułakowski – pianista i kompozytor o statusie klasyka polskiego jazzu – wraca do inspiracji Stanisławem Ignacym Witkiewiczem. Nowy album „Chlusty” (Soliton) odwołuje się do ironicznie nazwanych przez Witkacego w pełni improwizowanych, intuicyjnych popisów fortepianowych. Koncepcja płyty zakłada krótkie, spontanicznie powstające utwory – każdy szkic komponowany był maksymalnie przez około kwadrans – by uchwycić groteskę, absurd i nieprzewidywalność z jednoczesnym ciężarem metafizycznych emocji.
Kułakowski, związany ze Słupskiem, gdzie znajduje się największa kolekcja prac Witkacego, kontynuuje tu wątki znane z wcześniejszego projektu „Witkacy. Narkotyki”. Towarzyszy mu doskonale zgrany zespół: perkusista Tomasz Sowiński oraz kontrabasista Piotr Kułakowski. Muzyka waha się między kontrolowaną ekspresją i klarowną formą a ofensywnymi, gęstymi dialogami – całość słucha się z przyjemnością, niezależnie od znajomości Witkacego.
Kaszubskie tradycje w tanecznej odsłonie: Drëszë „Rejwach”
Jeśli macie ochotę na folk, który tętni życiem, sięgnijcie po „Rejwach” (Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie) kwartetu Drëszë prowadzonego przez Joannę Gostkowską. To druga z rzędu bardzo udana płyta zespołu – tym razem wyraźnie skierowana ku muzyce tanecznej, ale bez rezygnacji z akustycznego instrumentarium i wierności tradycyjnym motywom. Gostkowska śpiewa po kaszubsku, a zespół składa tradycji lekki ukłon i jednocześnie dodaje jej współczesnego oddechu.
Gościnnie pojawiają się tu dwaj mistrzowie regionalnego grania: Władysław Jankowski (rocznik 1935) i Mirosław Sobisz (1957). „Rejwach” to jednocześnie poszukiwanie dawnych melodii i hołd dla mistrzów – album, który zadziała zarówno na nogi, jak i na wyobraźnię słuchacza, nawet jeśli nie planuje on parkietowych pląsów.
Bas na pierwszym planie: Franciszek Pospieszalski „Warsaw Band”
„Warsaw Band” (Audio Cave) pokazuje, jak ciekawie może brzmieć zespół kierowany przez basistę. Franciszek Pospieszalski – przedstawiciel młodego pokolenia muzyków z doświadczeniem skandynawskich szkół – stawia tym razem na gitarę basową jako rdzeń brzmienia. Znakomity dobór partnerów sprawia, że materiał iskrzy energią i pomysłami.
W składzie słyszymy Ignacego Wendta (trąbka, okazjonalnie flugelhorn i pianino elektryczne), Piotra Andrzejewskiego (fortepian) i dynamicznego perkusistę Patryka Dobosza. Zespół gra z wyraźną synergią, a koncepcyjny i instrumentalny kunszt lidera trzyma całość w ryzach. Efekt: muzyka, która łączy świeżość i dyscyplinę, bez popadania w przewidywalność.
Nowojorskie smaki w duecie: Makowicz & Medyna „New York Flavors”
Dla tych, którzy szukają klasycznego jazzu z nutą elegancji, duet Adam Makowicz i Krzysztof Medyna przygotował „New York Flavors” (For Tune). Mistrzowsko brzmiący fortepian Makowicza i tenor saksofon Medyny spotykają się w programie, który można bez wahania przypisać do nurtu easy listening, pozostającego jednocześnie w dialogu z jazzową klasyką.
Nagrania zarejestrowano latem 2024 roku w warszawskiej sali koncertowej Nowa Miodowa. Artyści akcentują jazzowe i bluesowe źródła inspiracji, a w repertuarze sięgają po standardy m.in. Jerome’a Kerna, Theloniousa Monka, Duke’a Ellingtona i Cole’a Portera. To płyta na wieczór z winem i spokojem – po prostu usiąść i chłonąć.
Jak słuchać? Krótki przewodnik dla zabieganych
Jeśli macie tylko chwilę, spróbujcie takiego klucza: włączcie po dwa-trzy utwory z każdej płyty, przechodząc od improwizowanej ekspresji po klasyczne standardy. Z „Chlustów” wybierzcie kompozycje, w których trio rozwija się od szeptu do erupcji; z „Rejwachu” – nagrania, gdzie słychać gości i tradycyjne instrumenty; z „Warsaw Band” – segmenty prowadzone przez gitarę basową; z „New York Flavors” – interpretacje Monka i Ellingtona. To szybki sposób, by wyczuć charakter każdego albumu i zdecydować, gdzie zanurzyć się głębiej.
Dlaczego te płyty mają znaczenie?
Wspólny mianownik jest prosty: autentyczność i wysoka jakość wykonawcza. Kułakowski składa ukłon Witkacemu bez muzealnej patyny. Drëszë odświeżają kaszubskie dziedzictwo, nie zamieniając go w stylizację. Pospieszalski udowadnia, że bas może prowadzić narrację zespołu, a nie tylko trzymać tempo. Makowicz z Medyną przypominają, dlaczego standardy przetrwały: bo dają radość, przestrzeń i klasę.
Jeśli szukacie muzyki, która broni się bez względu na modę i głośność promocji, te cztery wydawnictwa to bezpieczny i inspirujący wybór – od Kaszub, przez Warszawę, aż po jazzowe smaki Nowego Jorku.
Źródło: poznan.pl/



