Po dwóch dniach koncertów na Cytadeli stało się jasne, że Męskie Granie w Poznaniu nie pożegnało się jeszcze ze sceną. Impreza, której oprawę tradycyjnie prowadzi Piotr Stelmach, przyciągnęła mieszankę publiczności — od fanów rapu, przez sympatyków rocka, aż po zwolenników radiowych przebojów. Tegoroczna edycja pokazała jednocześnie, że organizatorzy testują nowe rozwiązania logistyczne i marketingowe, próbując odświeżyć format i wydłużyć żywotność projektu.
Nowy układ scen i przestrzeń festiwalu
Najbardziej widoczną zmianą na Cytadeli był przestawiony układ scen. Dwuczęściowe główne sceny — „najgłówniejsza” oraz Scena Ż — tym razem znalazły się niemal obok siebie, a nie naprzeciwko, jak w poprzednich latach. Dla osób stojących w strefie bezalkoholowej oznaczało to możliwość oglądania występów na obu scenach bez konieczności przemieszczania się na dłuższe dystanse. To rozwiązanie poprawiło komfort widzów, ale miało też pewne mankamenty: scena Radia 357 została odsunięta na bok i przez to straciła część widowni, a nowa niewielka scena Spotify Radar, promująca młode talenty, wprowadziła dodatkową konkurencję wśród mniejszych projektów.

W przestrzeni festiwalowej pojawiły się też mocniejsze elementy sponsorów. Jednym z praktycznych efektów „orlenizacji” było pojawienie się paczkomatu na terenie imprezy. Obok stoisk gastronomicznych w ciekawym kontraście odbywały się także pokazy judo Akademii Judo w Poznaniu, w których wystąpili zawodnicy obu płci, w tym Agata Szafran.
Muzyczne oblicza festiwalu: rap, rock i radiowe hity
Pod względem muzycznym festiwal dał jasno wyczuwalny podział gatunkowy między dniami. Pierwszy dzień, zakończony koncertem Kultu, był mocno nasycony rapem. Występy braci Kacperczyków, którzy niedawno świętowali złotą płytę, przyniosły energię i dużą grupę młodych fanów. Równie dobrą formę zaprezentowali Fisz i Emade, choć ich estetyka różniła się od skocznych występów Kacperczyków — bracia postawili na muzyczną refleksję i zaprezentowali materiał zapowiadający nadchodzący album.
Szczególne zainteresowanie wzbudził Projekt Męskie Granie z udziałem PRO8L3M-u. Oskar i Steez wykonali rapowe aranżacje klasyków, mieszając swoje utwory ze wskazanymi inspiracjami (między innymi fragmentami twórczości Kazika). Pokazano też wizualizacje z wycinkami archiwalnych wywiadów, co podniosło dramaturgię występu. Mimo dobrego odbioru pojawiła się krytyka narracji scenicznej, która potraktowała projekt często jako wstęp do koncertu Kultu — wielu słuchaczy i recenzentów uznało, że PRO8L3M zasługiwałby na autonomiczne miejsce w line-upie.
Sobota: tributy, rock i Orkiestra Męskiego Grania
Dzień drugi skierowany był nieco do nieco starszej publiczności. Jednym z istotnych punktów programu był tribute dla zmarłego Stanisława Soyki w wykonaniu m.in. Przybysz, Smolika i Anny Marii Jopek. Gwiazdą wieczoru została Coma, której fani licznie pojawili się w charakterystycznych koszulkach. Zespół zaprezentował zarówno własny, mroczny repertuar, jak i energetyczne covery, które dobrze wpasowały się w oprawę wizualną przygotowaną przez ekipę techniczną.
W miejsce Mroza tradycyjnie wystąpił Igo — jego koncert przypominał o mainstreamowym obliczu festiwalu. W późniejszych godzinach na Scenie Ż pojawił się Lordofon z repertuarem skierowanym do młodszej, klubowo-studenckiej publiczności. Głównym finałem była Orkiestra Męskiego Grania w składzie Vito Bambino, Igor Herbut i debiutująca Zalia. Startując od „Słodkiego miłego życia”, muzycy przeszli przez mieszankę gatunków — od radiowych przebojów po nastrojowe wykonania Anny Jantar czy Varius Manx. Występ wzbudził mieszane reakcje: chwalono wykonania i charyzmę Vito Bambino, ale część publiczności krytykowała dobór bardziej tanecznych czy radiowych numerów.
Organizacyjne zmiany i ich znaczenie
Organizatorzy wprowadzili zmiany o charakterze głównie kosmetycznym i sponsorkim, lecz ich wpływ na odbiór imprezy był zauważalny. Zwiększone obecności hip-hopu w line-upie pokazują szersze otwarcie na różne odsłony mainstreamu — choć hip-hop pojawiał się już w poprzednich edycjach Męskiego Grania, tym razem jego udział był wyraźniejszy. Może to także w pewnym stopniu rekompensować brak innych lokalnych festiwali hip-hopowych w tym sezonie.
Pod względem logistycznym nowy układ scen oraz dodatkowe strefy zapewniły wygodę niektórym widzom, ale z drugiej strony zmniejszyły widoczność mniejszych scen i projektów radiowych. Pojawienie się komercyjnych elementów, takich jak paczkomat, pokazuje, że festiwal coraz mocniej współpracuje ze sponsorem — co dla niektórych uczestników jest wygodnym udogodnieniem, a dla innych symptomem komercjalizacji wydarzenia.
Mimo różnych opinii Męskie Granie na Cytadeli potwierdziło, że pozostaje istotnym punktem letniego kalendarza muzycznego w Poznaniu. Eklektyczny line-up, odważniejsze włączenie rapu i eksperymenty organizacyjne pokazują chęć ewolucji formatu — pytanie, czy kolejne zmiany zachowają równowagę między potrzebami wiernych fanów a przyciąganiem nowych odbiorców.
| Informacja | Szczegóły |
|---|---|
| Data | 11-12.07.2026 |
| Miejsce | Cytadela, Poznań |
| Dla kogo | Publiczność festiwalowa: fani rapu, rocka i radiowych przebojów |
Źródło: poznan.pl/



